W podróży… (Luty 2007).

Ona i On
w jednym przedziale,
obok siebie,
można sobie wyobrazić,
że się kochają.

Razem przyszli,
zapewne wyjdą też razem.

On zaczytany
w literaturę fantastyczną,
przeobraża swój wizerunek
w robota.
Ona zamyka swój
świat w słuchawkach
i mądrej książce
(gdyż o książkach nie wypada
pisać, że są głupie),
patrząc się na niego
z nadzieją, że się obudzi,
z ciepłem niespotykanym
za często w PKP.

On, jawnie życzy jej
śmierci w męczarniach!

Tak podróżują
Ona i On,
w swoich światach
rozumianych tylko
dla nich samych.

Tak PKP może się pochwalić,
oryginalnością swoich klientów
i niebywałą różnorodnością zdarzeń.
Gdzie nadzieja i śmierć przeplata się
między wulgarnymi mniejszościami,
pijanymi działaczami legalizacji
i delegalizacji sami nie wiedząc czego.

Manifest – marazm.

Napisałem manifest,
do władz wszelakich,
iż nie jestem,
nie jestem wesołym człowiekiem,
nie jestem gdyż,
mocząc nogi w sztucznych uśmiechach,
topię się we łzach,
wylewających się spod greckiej maski.

Ja płaczę.

Manifestuje was,
władze piękne i młode,
iż nie jestem,
a mogłem,
ale nie jestem,
więc proszę przestać.

Napisałem manifest,
to było pół roku temu,
wsadziłem w kopertę,
nakleiłem znaczek.
Uśmiechnąłem się do dziewicy w okienku
i wysłałem do władz!
Manifest o marazmie…

Wyszedłem z urzędu,
zdjąłem uśmiech,
zaszywając się w szarym tle
codziennego dnia.

Zadzwonił telefon.

Na horyzoncie zajaśniało Słońce,
osuszyło łzy,
delikatna ręka, wyciągnęła,
z bezpieczną delikatnością,
z odmętu.

Dziękuję władzom, za to,
że władze marazmu nie lubią…

Żółte kartki zapomnienia.

żółte kartki zapomnienia
ktoś spalił na stosie,
trywialnie patrząc,
z trywialnym politowaniem;
żadnej łzy, lamentu
żadnego słowa,
po prostu spalił,
ku przypomnieniu;

usiadł na ławce,
wyciągnął zapałki,
odegrał dobrze znaną
melodię
„czas się pożegnać,
aby przywitać”
rzekł i umarł…

żółte kartki płonęły,
przypominając
wszystkie najlepsze
z życia historie,
o których zapomnieć
chciał ów
bohater, martwy

on umarł,
lecz pieśń
ta ciągle żywa
i żwawa,
będąca upadkiem
jego roztropnym;
co było nie wróci,
choćbyś się starał,
zniszczysz,
niż miłość znów
się obudzi…

oddalił się rechot,
już nikt się nie śmieje,
raptem lat osiem,
przybyły nałogi
i inne rechoty,
z dziwnym zamiłowaniem
głupoty;

oddalił się rechot,
już nikt nie rechocze,
choć jeszcze słyszę to echo,
oddalił się,
lecz nie zapomnę,
nigdy…

Komplikowanie.

w mądrości radość
w słowie niepewność
w milczeniu wiara
w chaosie krzyk
w śmierci dotyk
w smutku przyjaciel
w miłości troska
w życiu uśmiechy
w blasku cień
w nocy księżyc
na niebie gwiazdy
taka to już mała komplikacja stworzenia…

„Nastrojenie – czwarte chlup”

Liść za liściem, wolność za więzieniem i wiara za pokutą, wszystko szare co białym być powinno.
Przyszedł, usiadł, nie rozebrał się, spojrzał i pokiwał głową, spojrzał i pokiwał palcem. Patrzał na stolik, na szklankę, patrzał na trzęsące się dłonie. Pokiwał palcem.

Czwarte chlup.

Krzesło puste, ręce jakby spokojniejsze, wiara jakby pełniejsza…

Silentium.

Nicość pięknie wygląda oświetlona nocną lampką.
Uroku dodaje jeszcze gęsty i śmierdzący dym papierosa,
bardzo niechciany,
bardzo gęsty
i bardzo śmierdzący.
Nicość lubi jak gra dla niej muzyka,
chełpi się nią,
wypełnia niczym kruchy kieliszek
mocnym alkoholem,
zimnym alkoholem,
niekoniecznie smacznym alkoholem.
Nicość lubi jak do niej się mówi,
nicość czasem milczy,
często krzyczy,
potrafi pierdolnąć!
Zawsze jest obok,
zawsze taka sama,
zawsze patrząca.
Tak. Nicość lubi patrzeć,
lubi słuchać,
lubi tęsknić.
Sztuką jest w niej się odnaleźć,
wejść na jej teren,
podeptać jej buty.
Sztuką jest zgasić tą uroczą lampkę,
wyłączyć muzykę
i zignorować krzyk,
nieznośny krzyk,
desperacki krzyk.
Cisza.

…enie

kpisz,
otwierając oczy,
gdy połykasz cały świat,
odzywasz się nieśmiało,
by śmielej wbić gwóźdź
w myśl o jedności.

Ręka na ścianie,
brak symbolu,
prócz wyciągniętego palca
w stronę perspektywy,
nie godzisz się z tym?

skwaszoną miną
otwartym okiem,
mówisz więcej niż
głosem skażonym
doświadczeniem zdarzeń.

kpisz,
mając świadomość,
że to zaraźliwe.

kpisz robaczku,
twoja postawa
krzyczy,
bijąc mnie w twarz

kpisz robaczku,
kpisz,
podnosząc kolejną
butelkę,
zadając szydercze
pytania o picie

kpisz robaczku,
kpisz,
zamykając oczy,
zostawiając mnie
z tym wszystkim,
karząc patrzeć
na wyciągnięty
palec, kpisz.

Pieprzenie (pospolite).

nie będzie hałasu,
nie będzie śpiewu,
gwaru i muzyki,
nie będziemy patrzeć,
nie będziemy widzieć,
słuchać i słyszeć,
nie będziemy
walczyć, dotykać
i gnić,
nie będziemy się
cieszyć i nie będziemy
płakać,
gdyż nie będzie
powodu do tego,
nie będzie nic,
nie będzie nas!

będą tylko słowa,
które będziemy
czytać, mówić, bełkotać
i pospolicie pieprzyć!

„Nastrojenie – trzecie chlup”

Zamknięte okno nigdy nie wróżyło nic dobrego. Majestatycznie podniesiona brew oznaczała zadumanie, zadumanie nad małym owadem próbującym wydostać się na zewnątrz, odbijającym się od szyby, nadający jakby sygnał morsem „chcę żyć, ja chcę żyć”, a może po prostu „dlaczego, kurwa, tak gęste to powietrze”? Zadumanie nad trywialnością, nad rzeczami małymi, sprawiając iż osiągały one niewyobrażalną wielkość.

Pauza.

Pada deszcz.

Trzecie „chlup”.

Grymas, brew majestatycznie opada, wszystko spowrotem robi się takie zwyczajne, krople opadają ciężko na szybę, wydając nieciekawy odgłos, owad poleciał gdzieś w głąb pokoju, fototapeta świata zwinęła się ukazując odrapane ściany… tylko jakoś tak, zamknięte okno dalej nie wróży nic dobrego…

Melancholizm.

Deszcz.
Ci sami i Ci bójcy
w dogasającym pokoju,
z niedogasającym papierosem.
Gdy brak dotyku,
gdy brak spojrzenia,
gdy szklanka kurzem zachodzi.

Pieprzenie (bez sensu).

Lekkość nieopisana
mowa niezrozumiana
wiara niezałamana
i siła niepokonana.

Siedzę i patrzę
nie mówie,
nie wdycham,
nie prawię,
patrzę,
jak wszystko się topi
jak zmienia w nie całość
i bawi swoimi barwami.

Uśmiech bez radości,
radość bez uśmiechu,
sens bez sensu
i kilka małych spraw
przerastających najtwardszych
herosów z sąsiednich podwórek.

Siędzę i patrzę,
ucząc się rzeczywistości
przez pryzmat palców,
trwogi i otępienia,
w trywialności wyższych idei,
solidarnych patriotów,
emerytów,
zapomnianych przez
urząd pocztowy.

Autorytety.

Za to, że byłaś,
za każdy uśmiech,
za każdą łzę
z mojego powodu,
i nerwy,
za serce,
za to, że nauczyłaś
kochać,
za cierpliwość,
za naukę,
za wiarę,
za wsparcie,
za bezsenne noce,
za każdą zmarszczkę,
za cierpienie,
za ciepło
i troskę,
za wyrozumiałość,
za to, że jesteś…
Kocham Cię Mamo.

Za to, że byłeś,
za Twoje wsparcie,
za każdy uśmiech
kiedy spojrzałeś
i każde pouczenie
kiedy robiłem coś źle,
za to, że nosiłeś
na barana
i za to, że nauczyłeś
jak być mężczyzną
i jak szanować,
za miłość,
za wiarę,
za każdy dzień,
za cierpliwość,
za każdą zmarszczkę,
za nerwy,
za ciepło
i troskę,
za wyrozumiałość
i pomocną zawsze dłoń,
za to, że jesteś…
Kocham Cię Tato.