Dewocjonalia – czerwiec

Pani uśmiecha się,
uśmiech ćwiczony,
za szybką,
przed okiem.

Kłaniam się przed uśmiechem,
Uśmiech nigdy mi się nie ukłonił.
Uśmiech z kolorem,
Uśmiech szumi,
Uśmiech uśmiecha się,
gdyż wypada uśmiechać się do widza.

Hipnotyzuje głosem,
nieszczerą szczerością,
kiepskim nadawaniem programu publicystycznego,
taka moda „publicystyczna” zza szyby.

Pani uśmiecha się,
ja odwdzięczam się tym samym,
próbuję rozmawiać,
częstować,
zadawać pytania,
prowadzić rozmowę.
Naśladować, ćwiczone gesty,
słowa,
miny.

Oddaję pokłon.
Zapominam wtedy kim jestem,
czule strojąc szumiące podwórka.

Budzenie.

Pewnego dnia
Obudził mnie

Bóg

Nie obdarzył mnie głosem

Niczego nie ma
Niczego nie było

Był hejnał
Były krzyki
Pan śpiewał pod sklepem nocnym
Pani w swym zwyczaju zbierała puszki

Było niebo
Była cisza w tym oto
Niczego nie było

Pewien dzień
Pewna pobudka

Bóg

Głos pisany szeptem

Tobą, czy Nim…

Nie podpisuję dni… już ich nie podpisuję…
Zamykam oczy.. uśmiecham się i pozwalam wciskać mi w dłonie małe chmurki…
Małe obłoczki do uszu… lekkim powiewem czasem się dostają… czasem je wpuszczam na małą chwilkę… zawirują, zakołyszą we mnie.. a jednak nie zostają.. jeszcze nie potrafię poddać się niebu…
Zamykam oczy… oddycham…niech się dzieje…ale nie ufam, że może być błękitnie- nie ufam…
Wolę nie podpisywać dni…. jeszcze nie potrafię…