Mori.

Umarł świat,
Umarli bogowie,
Umarły ideały,
Umarły także wspomnienia.

Puste ulice zachęcają bardziej niż kiedyś,
niż tętniące hałasem, agresją, tzw. życiem.
Umarli bogowie, nie ma telewizji,
pani gazety już nie sprzedaje,
wspomnienie o niej błąka się między blokami,
martwymi od zawsze!

Dom stoi pusty,
puste marzenia,
gdyż ostatnie spełnione:
umieramy oboje obok,
dobrze, że razem,
dobrze, że Ty,
dobrze, że My,
razem.

On już wie.

Zapadł już zmrok
Dzieci schowały się do kąta
Pod schody,
piwnice,
zaborcze fotele.

Zapadł, upadł, przewrócił się,
nie myśli wstawać,
wszystko obmyślone doszczętnie,
by ciało obce, miękkie i świeże,
przywołać szeptem. By móc dotknąć,
poczuć, udławić.

Zapadł jednak zmrok
I zamknął tenże powieki,
zatęsknił, zasnął,
On już wie, co było i jest,
a nigdy nie będzie.

Rysa

Pękam znów…

Stara rysa powiększa się. Mnoży w wiele mniejszych, pajęczych matni. Każda dobra myśl wpada w nie i gaśnie.

Żwawo.

Czym jesteś duszo?

Zadałbym pytanie, gdybym wiedział, że odpowiedź pojawi się bezboleśnie. Czym jesteś, jak bardzo i ile razy? Ile ważysz? Jak wypełniasz? Gdzie mieszkasz?

Żwawo poprzez świat, żwawym krokiem, żwawą historią, żwawym pismem i żwawą bezsennością. Żwawe to wszystko, z żwawym spojrzeniem, żwawą istotą i żwawym zapytaniem…

Czym jesteś? Dokąd mnie prowadzisz?

Wlepiam bezmyślnie oczy w sufit, wiedząc, że jutro już nastało. Zamykam oczy, nie myślę, gniję, wizje pisane powietrzem.