Unijniej być nie mogło…

Głoszą czarno na białym dekrety
Poprawioną marszrutę planety:
Niepokornym – pręgierze!
Za posłusznych – pacierze!
Tłuszczy – tłusta omasta!
Władzy – władza i basta!
Szczelny knebel łask – dla poety!

Jacek Kaczmarski – Zmierzch Wieku

Kto wczoraj oglądał wiadomości ten wie, a kto nie oglądał, to tutaj link do faktów TVN, a mianowicie do pewnej wiadomości, która troszkę zaniepokoiła, na pewno nie tylko mnie.
Czytaj więcej »

Przecinki, kropki, przerywniki…

…lecz foto symbolizujące rozdwojenie jaźni obrazy ludzkiej wyobraźni ulegające fantazji pod wpływem inwazji…

Pijani Powietrzem – Fotki

Pracowity czas nastał: złożyłem do „przysłowiowej kupy” CV, popstrykałem fotki automatycznym analogiem na sympozjum uczelnianym (już wkrótce w stopklatkach, oczywiście jak się z nimi uporam), składam w jedną całość internetową galerię ambitnego fotografa i walczę z sesją, nie wspominając już o lekkich zakrętach prywatnych. W dodatku, już niedługo, opublikuje kolejne opowiadanie z serii „Czy to prawda czy omamy, zapytaj taty, zapytaj mamy.”, tematy same jakoś nachodzą i nakładają się na siebie, skoro weną jest życie to też nie ma się czemu dziwić. Znaczy się jak zwykle nie narzekam, zgrzeszyłbym totalnie.

Jeszcze miesiąc dydaktycznej teologii, najcięższy miesiąc pełen gier i zabaw psychospołecznych… w dodatku pragnienie ciągłego rozwoju nie daje mi spać po nocach, a może co innego?

Jedno co wiem i mogę rzec na dzień dzisiejszy to: masakra. Ale skoro poseł Palikot został w partii, co było do przewidzenia, gdyż skecz sejmowy jeszcze się nie skończył, to i myślę, że i ja dam radę ze wszystkimi zmaganiami, gdyż skecz życiowy także się nie skończył.

Tylko kciuki trzymać, jak i ja trzymam za wszystkich zmagających się z tym dziwnym czerwcem, co dla niektórych zwykł być jak każdy inny miesiąc, zwyczajnym.

Tylko do cholery jasnej, dlaczego jak wychodzi słońce i niby żyć powinno się pragnąć, to jestem taki zmęczony? To chyba nie wina tej godziny?

Otchłań…

Sam decydujesz
Komu wierzysz
I gdy czujesz, że coś ci styka źle
Że coś się pierdzieli
W każdej chwili
Możesz zrobić coś
Możesz wyłączyć radio
Nie słuchać tych skurwieli

Pidżama Porno – Złodzieje zapalniczek

Kolejny długi weekend się szykuje, na tyle dobrze się wszystko zapowiada, że już mnie choroba zaczęła puszczać, dzięki temu bardziej pozytywne myślenie.
Czytaj więcej »

Manifest – sumienie

Napisałem manifest,
do władz wszelakich,
że szwankuje mi
sumienie,
szwankuje gdyż,
w wielu sytuacjach
nie raczy się pokazać,
dać znać o sobie.

U innych sprawne aż nadto…

Manifestuje was,
władze piękne i młode,
że nic z tym nie robicie,
macie swoje rentgeny
sumienia,
a tutaj bubel.

Źle ponoć na świecie,
a ja się nie przejmuję,
gdzieś wody brakuje,
środków do życia,
a ono mnie nie gryzie,
dlaczego?

Alkohol, papierosy, kawa,
stają się dewocjonaliami,
gdzie znak stop?
Manifestuje was,
decydenci, młodzi,
piękni, zróbcie
coś wreszcie!

Przestałem się wstydzić,
hamować, manifestuje was!

Napisałem manifest,
właśnie teraz,
wsadziłem w kopertę,
nakleiłem znaczek,
jak to znaczek wypada nakleić.
Lecz użerać się z dziewicą w okienku
nie będę.
Nie wyślę go do was, władze,
nie dowiem się czy nie lubicie manifestów,

gdyż nie mam sumienia.

W oczekiwaniu na…

Skałom trzeba stać i grozić,
Obłokom deszcze przewozić,
Błyskawicom grzmieć i ginąć,
Mnie płynąć, płynąć i płynąć.

Adam Mickiewicz – Nad Wodą Wielką i Czystą

Gwizd, świst, szarpnięcie i tak parszywa niedziela rusza na spotkanie czwartku.

Smutna twarz na przeciwko, smutniejsza od mojej, smutna twarz z powodu inspektora Gadżeta, chodzącego też prawdopodobnie na jakieś baterie. On trzymając nowoczesne trzy telefony uśmiecha się, ona nie patrzy, on wydaje dźwięki ze swojego głośnika, ona nie słucha, on wie, że jest OK, ona nie wie nic, nie chce wiedzieć.
Czytaj więcej »

Z ziemi włoskiej do Polski… relikwie!

Hey, Mr. Tambourine Man, play a song for me
I’m not sleepy and there ain’t no place I’m going to
Hey, Mr. Tambourine Man, play a song for me
In the jingle jangle morning I’ll come following you

Bob Dylan – Mr. Tambourine Man

Pewna część starszej generacji JPII zapewne zjadła coś nieświeżego, gdyż jak ostatnio doniosły nieulubione media, co niektórzy pragną zrobić ze ś.p. Jana Pawła II F. Chopina i po beatyfikacji sprowadzić serce do Krakowa jako relikwie, inni zadowolili by się mniejszym szczątkiem.
Czytaj więcej »

Motyl…

Tak chciałabym -jak motyl.. odurzyć Cię zapachem kwiatów, na których siedziałam, omamić Cię bogactwem kolorów na moich skrzydłach, muskać Cię delikatnie wątłymi skrzydłami do utraty tchu. Abyś był przy mnie, zapomniał o wszystkim innym… Abyś trzymał mnie w dłoniach tak, jak tylko Ty potrafisz, żeby nasze oczy poszły spać i został tylko dotyk, muśnięcie warg i słodki smak zapomnienia… Cieszyć sie ulotnością, chwilą i bezdechem…

Obsypać garściami pocałunków powolnych, spokojnych, lekko uśmiechnietych. Muskać płatkami w kolorze skóry, drażniąc Twoje ciało sama doznawać przy tym rozkoszy. Pieścić wyznań muzyką, poić miłości nektarem. A kiedy byłabym juz syta Tobą obsypałabym Cię uwielbieniem…. i przykryła kochaniem…

Czy pozostawiam na Tobie choć pyłek, który usypuje się z moich skrzydeł, kiedy jesteś przy mnie?

A niech się pali…

Gazeta Wyborcza w Piecu!

Dlaczego twój niepokój tak obraca się wokół wyrazów:
niepodległość – wolność – równość – braterstwo – Polska
od morza do morza – bezrobocie – podatki – Gazeta Wyborcza?
Czy nie wiedziałeś, że są to małe wyrazy?
Czy nie wiedziałeś, że są to wyrazy najmniejsze?
Dlaczego właśnie o nie zahacza twój język?
(…)

Marcin Świetlicki – …ska

Długi weekend się przedłużył i to w bardzo niesmaczny sposób…
Czytaj więcej »

Bławatek.

Kiedy przyjdziesz, zapukasz.
Zrobisz to cicho, wraz ze swoją wrodzoną czułością i delikatnością, której tak wielu nienawidzi. Zapukasz, poczekasz, aż drzwi się uchylą.
Otworzę, usłyszę i otworzę.
Będziesz miała łzy w oczach i stać będziesz bez ruchu, czekając jakby na pozwolenie, stać będziesz chwilę, potem wejdziesz i przywitasz. Bez słowa, bez zbędnych gestów, przywitasz i wejdziesz dalej.
Tam będą stały kawa i herbata na stole. Herbata jaką lubisz, różana, w filiżance z pękniętym uchem, co wspomnienia tylko przywołuje, a słuchać już nie potrafi. Obok filiżanki łyżeczka, czekająca na twoją delikatną dłoń i cukiernica.
Kiedy przyjdziesz, ja zdejmę ci płaszczyk i powieszę na kołku, podejdę delikatnie i poprowadzę do miejsca w którym usiądziesz, poczujesz znowu jak u siebie. Nic nie będę przynosił, gdyż wszystko już gotowe.
Spojrzę na ciebie.
Ty spojrzysz na mnie.
Kiedy przyjdziesz, ten stary zegar co zatrzymywał się wiele razy, te lata temu, znów się zatrzyma, pozwoli zapomnieć, po raz kolejny, pozwoli zbliżyć, dotknąć, da czas na otarcie łez.
Ja nie będę pamiętał.
Ty będziesz zapominać.
I już na tę chwilę, chwileczkę, utopimy naszą namiętność w ustach, nie będziesz siedzieć i czuć znowu jak u siebie, gdyż jesteś w domu, kiedy przyjdziesz. Słońce zajdzie w swojej krwistości, a my, jedno, zamkniemy kolejny rozdział niepamiętnej historii.
Kiedy przyjdziesz, będzie lato, zapach bzu, koszonej trawy i twojej skóry uspokoją nerwy a dreszcze już nie z lęku, tylko z naszych ciał wypływać będą. Wszystko się zmieni, kiedy przyjdziesz.

Za oknem burza.
Prąd, ktoś o nim już dawno zapomniał. Herbata zimna już, kawa wylana, na cukiernicy pajęczyna, pająka, co już przestał tu zaglądać.
Dreszcz.
Ściana zimna, z plamą po kawie na swojej szarej sukni, ręce wyciąga.

Kiedy przyjdziesz?

Wyciiiisz…

Wycisz mnie…czułym szeptem przeznaczonym tylko dla mnie…

Wycisz mnie oddechem gorącym na nadwrażliwym dla Ciebie ciele…

Miękkim spojrzeniem…pochłaniającym moja niecierpliwość….

Muśnięciem ust zwiedzających moje ciało…

Wycisz mnie chłonąc…każdy mój dźwięk, każdy ruch…

Zabierz, zetrzyj ze mnie drżenie… zatrzymaj je…

Utul… uspokój pragnienie…

Przygarnij w siebie-sobą…. całą…

Wycisz mnie…