Kategorie: osadbezpośrednik

Ambrozja….

Chodzę po ulicy…pada deszcz…ciemno i wieje…
Nieliczne ludzkie postaci przemykają patrząc podejrzliwie, na osobę włóczącą się ponurą nocą po ulicy spokojnym krokiem…
Patrzą tak, jakbym nad głową miała bezchmurne niebo a wokół mnie rozpościerał się parawan osłaniający od wiatru… a ja odkupić chcę czas.. dokupić inny, lepszy mniej używany… bardziej słoneczny i jasny.
Taki, w którym nie ma straconych szans, przegapionych spotkań, ignorowanych znajomości, zamykanych ust, utajonych myśli, bezmyślnych decyzji, strachu bycia sobą, uciekania od prawdy, trwania w beznadziei -w nadziei… na dalszą beznadzieję z zaciśniętymi mocno oczami…
To moje stygmaty duszy… i ani wiatr, ani deszcz ani chodzenie bez celu nie odda mi tego wszystkiego… owiewa jednak, obmywa… dodaje sił na dalsza drogę… w inne, nowe, nieznane… czasy… nadzieje… i wiarę w sens samotnej walki… o siebie… o płynącą w żyłach ambrozję.. pulsującą, zapomnianą… lecz wciąż żywą….

Przeczytaj także:

Podziel się:

T.

Charakterystyka autora dość banalna. Kobieta, która wylewa się sama z siebie i brnie w potoku myśli i uczuć do przodu... czasem odnajduje siebie w dźwiękach, w słowach. Rozczarowana codziennością, od której nie ma ucieczki... Jestem tu, ponieważ wrażliwość jest pulsującą rozkoszą...a osoby w tym projekcie są silnie pulsująca tętnicą i za to im dziękuję.

Machnij komentarzem.