Kategorie: zejściabezpośrednik

Warkocz

Czasem liczę, ot tak sobie, pewnie przez nadmiar wolnego czasu na myślenie.

Raz, dwa, trzy, cztery, pięć…

Niefart, znowu. Zaplatam warkocz. Szczęście i jego brak, na przemian. Napięcie spada, umysł wiotczeje i patrzę na fragment plecionki w ręku.

Raz, dwa, trzy, cztery, pięć…

Oddech głęboki do granic możliwości. Wydech nie rozprasza chmur. Nie ma światła.

Raz, dwa, trzy, cztery, pięć…

Wychodzę płonąć i deszcz już styczniowy gasi mnie.

Przeczytaj także:

Podziel się:

Leszek Karkut

Lubi robić nic. Z nicości wyciągać sens. Minimum słów, absolut znaczeń.

komentarz do “Warkocz”:

  1. P. pisze:

    no to liczymy…!

Machnij komentarzem.