Kategorie: żyrandolebezpośrednik

Ponad.

Leżałem na łóżku, oświetlony żarówką niemego telewizora. Była noc, one są takie monotematyczne, tak jakby media same nakazywały nam, co mamy teraz robić. Seks, seks, seks, seks, jakiś ksiądz, seks, seks. Jakaś perwersja, jeszcze tyle osób na raz nie pragnęło ze mną zbliżenia, pomijając oczywiście jakiegoś księdza, prowadzącego pewnie refleksje na temat wydarzeń dnia dzisiejszego. Powinienem się ucieszyć, tak nakazuje telewizor. Wcisnąłem guzik. Jedyne zbliżenie odbyło się w stronę sufitu, gdzie oczy same uniosły się ku górze, wskazując ironię myśli. Tylko wskazujące dla kogo, przecież dzisiaj publiczności nie było. Nie przyszła. Pewnie i tak bym ich nie zauważył. Za oknem co jakiś czas rozpoczynało się życie i kończyło się równie szybko z głuchym odgłosem butelki, śmietnika lub głowy jakiegoś pechowca. Smutne.

Kolejne zbliżenie z sufitem.

Rzut okiem na codzienność, pustka w głowie, niebywale taka niepodległa i niesamowicie wolna. Papiery na podłodze, drzwi skrzypiące denerwujące melodie i dywan pamiętający dziwne czasy dobrobytu nakazanego przez telewizor karmiony jednym, jedynym programem. Rachunek sumienia nie był potrzebny, bo po co? Przyswajanie treści, napawanie się muzyką, stary film po raz dziesiąty w życiu, paczka papierosów z dymem, szklanka wódki. Ot ambitna bezpłodność dnia. Niby w takich momentach, jak nakazują psychologowie, powinienem się uśmiechnąć, niedopuszczając do siebie destrukcyjnych myśli.

Kolejnego zbliżenia z sufitem nie było… zamknąłem oczy.

Przeczytaj także:

Podziel się:

Piotr Siwiński

Nieprzyzwoicie uprzejmy aluzjonista, kąśliwy romantyk w rogowych okularach, który rzucił palenie, chory na twórstwo wszelakie - nie szczędzi sobie niczego. Nie zaczepiać, nie pytać, nie deptać dywanów i trawników.

Machnij komentarzem.