Kategorie: żyrandolebezpośrednik

Wyzwolony.

Pobudki nigdy nie sprzyjały. Ciągle od wielu lat te same czynności: spojrzenie na zegarek, przypomnienie sobie dlaczego wokół taki burdel, ogólna niechęć istnienia i nasunięcie spowrotem kołdry na głowę. Słoneczko, sadysta, kuje w oczy, mówi coś swoim aroganckim szeptem, coś że pora już wstać. Absurd, jak jest, to robie mu na złość do póki nie zacznie wręcz krzyczeć i ze złości chować się za chmurami, a jak go nie ma, to robie na złość sobie i też nie wstaje. Choć niby powinienem. Obowiązki, kurwa mać, puścić pawia, spuścić wodę i zapomnieć.

Każdy poranek, przez trzy sekundy umysł wyzwolony. Te sekundy są tak cenne, że mijają strasznie szybko, jakby były swoimi własnymi setnymi, lub innymi pierdołami wykładanymi na lekcjach matematyki, lub będącymi powodem wyżywania się i pastwienia nauczyciela w-fu. Po tych cennych i niespotykanych sekundach, rozpoczyna się życie, powracają myśli z ostatnich dni, wydarzenia których nie chcemy pamiętać i myśl o dniu który nadszedł. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że wydarzenia zlewają mi się w głowie i nie wiem dokładnie co działo się i z kim wczoraj, a co kilka dni wcześniej.

Każdego ranka wraca, nie tylko dzień poprzedni, ale i zapach, jest na mnie, na poduszce, kołdrze, na moich dłoniach i powiekach, zapach za którym tęsknie, zapach z którym kładę się spać przywołując wspomnienia, aby śniły się piękne koszmary. Zapach, z którym się budzę, za którym tęsknie… tęsknie…

Przeczytaj także:

Podziel się:

Piotr Siwiński

Nieprzyzwoicie uprzejmy aluzjonista, kąśliwy romantyk w rogowych okularach, który rzucił palenie, chory na twórstwo wszelakie - nie szczędzi sobie niczego. Nie zaczepiać, nie pytać, nie deptać dywanów i trawników.

Machnij komentarzem.