Kategorie: film, Kultur(w)aTagi: , , , , , , , , bezpośrednik

Wojna polsko-ruska

Długo myślałem nad tym co napiszę w recenzji filmu, którego to recenzowania po zobaczeniu bym sobie nie odmówił na pewno. A to wszystko przez jakąś dziwną niechęć do autorki książki, napisanej pod tym samym tytułem z małym dodatkiem „(…) pod flagą biało-czerwoną”. Recenzja będzie krótka i treściwa, bo taki kaprys mój.

Zacznę od aktorstwa, gdyż oto postanowiłem zostawić fabułę filmu na sam koniec.
Wg mojej skromnej opinii, bardzo skromnej, sztuka aktorstwa jest na bardzo wysokim poziomie, genialny Borys Szyc, genialna Sonia Bohosiewicz, Maria Strzelecka jako zaczytana w biblii szatana, wrażliwa, pisząca wiersze Andżela. Aktorstwo rozkłada na łopatki i nie pozwala się nudzić nawet przy przydługim zakończeniu, o czym później. Pojawia się także sama aktorka autorka, na której temat nie będę się wypowiadał, a szczególnie jej głosu. Na szczęście scenariusz jest poukładany bardziej w całość niż jej wypowiedzi na forum, bez wyuczonych kwestii.

Muzyka dobrana dobrze do fabuły, tylko nie wiem co tam nagle zaczął śpiewać Rysiek Riedel z Dżemem, za którym przepadam tak samo jak za Dorotą Masłowską, na przydługim zakończeniu, o którym później. Jeszcze jak przypominam sobie poszczególne kawałki, to widzę sceny z filmu, co bardzo dobrze świadczy o produkcji. No i genialni 5’nizza z kawałkiem Soldat na sam koniec, po przydługiej końcówce.

Zdjęcia mogłyby być lepsze, tak bardzo chwalono się efektami specjalnymi, rodem z zachodnich filmów, ale widać jednak wszystkie triki niesienia aktorów na linach do góry. Świecący Szyc na plaży, gdzie po zbliżeniu kamery nagle przestawał, by znowu zaświecić po oddaleniu. Kicz na kiczu (mamy tylu specjalistów w Polsce, grafików, animatorów, cudów, wianków – a wszystko co zawodowe to ruskim się wydaje być), który ma swój urok po jakimś głębszym przemyśleniu wszystkiego. Po za efektami ocena 8/10, zbliżenia, kadry, dogranie z muzyką, a nawet pseudo offowo-teledyskowe wstawki z biegania po łące (na przydługiej końcówce), które potrafią zrzucić z krzesła i cieszyć oczy.

Było aktorstwo, była muzyka i zdjęcia, teraz coś o fabule, gdyż recenzja krótka być miała, a o najważniejszej części wspomnieć warto.
Zeschizowana, zakręcona, pełna zwrotów akcji, narkotycznych wizji i rożnych przenośni, w ciągu całego filmu potrafi wzruszać, rozśmieszać do łez, wprowadzać w stan zadumy i lekko znudzić, aby zakończyć się z wielką pompą. Nawet „kurwy” i inne epitety nie są w ogóle słyszalne w tej całej wesołej paranoi. Bohaterów idzie polubić od samego początku, zwroty akcji są płynne, a schizy dawkowane nam w bezpiecznych proporcjach. Jednym słowem podoba się, ale ta przydługa końcówka, gdzie w pewnym momencie, jak w muzyce techno, uderza nas wieloma scenami i sytuacjami dość brutalnie, które potrafią zmęczyć.

Oglądając film, doszukałem się drugiego dna, a nawet myślę o trzecim i czwartym, chyba o to chodziło w całym przeniesieniu książki na ekrany kin, książki której raczej nie przeczytam. I to nie z zazdrości, gdyż takową nie pałam do autorki, tylko zniechęcającą pompą wokół tego wszystkiego i nie moim językiem (zgeneralizowałem). Film przemówił, zadowolił i polecam, nie tylko fankom Borysa Szyca i jego golizny, nie tylko zbuntowanym fankom Masłowskiej, co traktują książkę niczym biblię, można z czystym sumieniem polecić każdemu normalnemu człowiekowi, z podkreśleniem normalności. Ubaw zapewniony.

PS. nie poznaję sam siebie…

Przeczytaj także:

Podziel się:

Piotr Siwiński

Nieprzyzwoicie uprzejmy aluzjonista, kąśliwy romantyk w rogowych okularach, który rzucił palenie, chory na twórstwo wszelakie - nie szczędzi sobie niczego. Nie zaczepiać, nie pytać, nie deptać dywanów i trawników.

2 komentarzy do “Wojna polsko-ruska”:

  1. Marsel pisze:

    Przymierzam się do obejrzenia, ale mam podobne odczucia względem Masłowskiej. Nie wiedziałem, że w końcówce wykorzystano 5′nizzę – to bardzo duży plus u mnie ;-)

    Samego filmu jestem ciekaw – dawno nie było dobrego, polskiego kina…

  2. Marsel pisze:

    01/07/2009… Zwyczajnie zapomniałem o twojej notce i moim komentarzu. Długo się przymierzałem do WPR bo też obawiałem się zawodu. Zawodu nie było. Dna doszukać się można na kilku poziomach, ale mimo wszystko fabuła wydaje mi się tu najsłabszym ogniwem. Już walić efekty na poziomie polskiego kina… Nie było tak źle…

    Mimo wszystko trudno mi ocenić ten film punktowo. Fakt, został mi w głowie. Czasami irytował. Czasami rozbawiał. Był rozpieprzony, ale sprawiał wrażenie spójnego.

    Szyc w tym filmie to kozak.

Machnij komentarzem.