Kategorie: film, Kultur(w)aTagi: , bezpośrednik

Incepcja (o co tyle hałasu? – czyli krótki tekst (nie)kulturalny)

You mustn’t be afraid to dream a little bigger, darling…

Kostka Rubika – nie, nie tego od klaskania i grożenia kijkiem orkiestrze, tego wcześniejszego.
Tak w skrócie można by po „pierwszej projekcji” opisać najnowszy film twórcy nowej serii Batmanów, oraz Bezsenności i Memento. Tak, wiem, dwa ostatnie były poryte, to dlaczego i najnowszy być taki nie mógł?


I jest...

I nie chodzi mi tu o głównego, boskiego Leonarda, który krzyczał w takiej delikatnie zmechaconej produkcji: „I’m the king of the World”, mając lat 23 a wyglądając na 12, czy na odwrót.
Chodzi o scenariusz, to co się widzowi do głowy wkłada, zaszczepia się dosłownie i sprawia, że nad głową wyrastają znaki zapytania, które na zachodzie pewnie spowodowały mnogość uczęszczania na seansy, a w Polsce dobitne rozmowy przy wódce, ogórkach, między tematami o księżach, krzyżu, nowym prezydencie i podatkach. Scenariusz ekscytuje na tyle, że nie zwraca się zbytnio uwagi na efekty specjalne, sprawiające bardzo wrażenie realnych sytuacji, co jest plusem, gdyż nacisk nie jest położony na efekciarstwo wizualne, a na to co zostanie w twojej głowie, drogi odbiorco po wyjściu z kina. Aż ciary przejść mogą na samą myśl, no chyba, że drogi odbiorco nie myślisz…

Historia w sumie prosta, Dom (wspomniany już wspaniały Leo) potrafi wchodzić do snów i wyciągać z nich informacje, ma do tego swoich współtowarzyszy, wysokiej klasy specjalistów w projektowaniu fazy REM, niekoniecznie przyjemnej dla „celu”. Oczywiście nie było by sensacji bez sensacji, nasz bohater oskarżony jest o „jakieś” przestępstwo i nie może wrócić do Stanów, do swoich dzieci, gdyż od razu zostałby pojmany (coś mi się właśnie historia pewnego Polaka przypomniała, oui?). Na szczęście trafia mu się akcja, po której jego akta, gdyż zleceniodawca jest gromowładny, zostałyby oczyszczone, a on mógłby się zająć wreszcie rodziną. I tu się zaczyna historia, historia która się nie kończy (mam nadzieję, że nikt nie wpadnie na szalony pomysł i nie nakręci części drugiej, albo nie zrobi z tego sagi).

Kluczową rolę w owej produkcji odgrywa muzyka, oczywiście Hanz Zimmer (Batman: Początek, Piraci z Karaibów, Wożąc Panią Daisy, no cholera kto nie zna muzyki Zimmera?), która nastraja, prowadzi, wypełnia, brzęczy, spina, podnieca i wywołuje jeszcze kilka fajnych momentów podczas oglądania.

Po prostu thriller sci-fi, gdyż na pierwszy rzut oka na to co napisałem wyżej, scenariusz wydaje się taki, jakich jest wiele, muzyka Zimmera jest wszędzie, efekty specjalne nie porywają, bo ich nawet nie widać. I o co tyle hałasu?

Odpowiedź jest jedna: „Kostka Rubika”.
A historie są dwie.
Pierwsza to taka, że wyjdziemy z kina i powiemy: „fajny film” i nie będziemy się nad nim rozwodzić szczególnie.
Druga, produkcja nie da nam spokoju, zaczniemy ją rozkładać na części i próbować złożyć w całość i pójdziemy na jeszcze jeden seans, bo filmu na małym ekranie oglądać nie warto, zaczniemy bawić się historią, próbować odnaleźć klucz i fascynować się kolejnymi odkryciami. Film zasiewa ziarno zwątpienia, w przeciwieństwie do Matriksa, w którym cała historia została podana nam na tacy, osobiście stwierdzam, że to dwa inne filmy i nie ma co porównywać, a jedyną częścią wspólną będą sekty tworzone przez amerykańskie i kanadyjskie dzieci, kończące swój żywot w sposób absurdalny. Film sieje, sieje, sieje (bo trzeba siać siać siać) w sposób efektowny, twardy i stanowczy co jest kolejnym atutem.

Polecam. Jest to na pewno film, który zostawił mi ślad w głowie na długo i zagości na mojej lekko przykurzonej półce.

Podziel się:

Piotr Siwiński

Nieprzyzwoicie uprzejmy aluzjonista, kąśliwy romantyk w rogowych okularach, który rzucił palenie, chory na twórstwo wszelakie - nie szczędzi sobie niczego. Nie zaczepiać, nie pytać, nie deptać dywanów i trawników.

3 komentarzy do “Incepcja (o co tyle hałasu? – czyli krótki tekst (nie)kulturalny)”:

  1. Ciekawą interpretacją byłoby, gdyby Saito okazał się architektem i pierwsza scena „zaszczepiała” ideę publice, która do końca będzie ekscytować się wydarzeniami, będąc przekonana, że posiada umiejętność wyznaczania granicy między śnieniem a rzeczywistością ;)

  2. Equilin pisze:

    „efekty specjalne nie porywają, bo ich nawet nie widać” czyli to oznacza ,że są bardzo dobrze zrobione ^^ to jest ich cel…

Machnij komentarzem.