Kategorie: film, Kultur(w)a, muzykaTagi: , , , , , bezpośrednik

Jesteś Bogiem

Jesteś Bogiem

Kiedy w 2001 roku, w ostatniej ławce, na języku polskim, w liceum puszczaliśmy sobie na słuchawki z kolegą Paktofonikę, a było to przecież już po tragicznym wydarzeniu grudniowym, nie spodziewaliśmy się wtedy i nawet w luźnych rozmowach nam nie przyszło na myśl, że ktoś o tym wszystkim nakręci film i to za naszego życia. Fenomen Magika istniał już dużo wcześniej, gdzie za wyciętą z teledysku Film, zespołu Kaliber 44, zwrotkę wszyscy kochali ten utwór. A co dopiero Paktofonika, która w całości namieszała nieźle na rynku hip-hopu i w naszych głowach, czego oddźwiękiem jest najnowsza produkcja filmowa – Jesteś BogiemLeszka Dawida.

Trochę sentymentalnie zacząłem tą krótką recenzję, ale to było pierwsze wspomnienie, które przyszło mi do głowy po filmie. Tak, po tym filmie wspomnienia wracają, człowiek przelatuje przez głowę i przypomina sobie, kiedy po raz pierwszy usłyszał Jestem Bogiem na powiedzmy Vivie i chciał szybkiej powtórki. Youtube’a wtedy jeszcze nie było. Ale do brzegu…

Nawet jeśli wszyscy już w ciebie zwątpili
Pokaż że się mylili
Nie czekaj ani chwili
Dłużej
Życie to nie zawsze droga
Na niej róże

Paktofonika – Nowiny

Ten cytat mówi wszystko o historii, którą idzie nam oglądać w kinie. Historia, której zakończenie wszyscy znają, a na którą czekają z niecierpliwieniem. Dobrze opowiedziana, technicznie doskonała, gra aktorska rewelacyjna. I może nie oceniam tu ról Rahima czy Fokusa, a całej reszty z Magikiem na czele. Patrząc na wywiady, których jest mało w sieci i oglądając film, możemy powiedzieć, że to sam ON, Magik stoi przed nami na ekranie. Aktor wykonuje w jednej pierwszych scen Plus i Minus na klatce schodowej i robi to tak, że aż włosy dęba stają, nie lepiej niż oryginał, nie gorzej, tak samo…

Wszystko dzieje się w momencie, kiedy Magik (Marcin Kowalczyk) odchodzi z Kalibra 44, kiedy zaczyna kooperację z Fokusem i Rahimem, i kiedy po raz pierwszy wychodzą na scenę, a publika ich wygwizduje, oczywiście za Magika. Wtedy bum, wtedy trach, Mag nawija Nowiny i się zaczyna. Pierwsze studio, pierwsze niefortunne wydanie, a także kłótnie, dziecko, ślub, Gustaw z Gigant Records, pierwsza płyta, która niby jest słodkim owocem zostawiającym po przełknięciu gorzki smak. Są problemy, o których może nie każdy słyszał, są problemy i o nich także, a nawet głównie jest ten film, obok których stoi pasja, chęć wybicia się i normalnego życia, życia, które potrafi nas w dupę kopać codziennie… Wszystko to jest pokazane wyraźnie, bez pieszczot, bez mamienia, bez sentymentu, pokazane że życie to nie zawsze droga, na niej róże.

Mamy po dwadzieścia lat
Przed sobą cały świat,
Przed sobą cały życia szmat
Więc jestem rad
Z każdego poranka i wieczoru
Dawno już dokonałem wyboru

Paktofonika – Chwile Ulotne

Gdzieś przeczytałem opinię, wystawioną po prapremierze filmu, że twór oto ten przedstawiany jest jako historia Paktofoniki, a wywnioskować idzie, że to tak na prawdę historia Magika. Nie idzie się z tym nie zgodzić, ale trzeba mieć w głowie, że Paktofonika zaczęła się od Magika i skończyła się po jego śmierci i bez niego ta historia iść dalej nie mogła. Dlatego zrozumiała jest zmiana nazwy i dalsze dzieje. On tu był główną postacią i idzie się pokusić o zadanie pytania Dlaczego w takim razie historia nie zaczyna się od Kalibra? Ano zaczyna się i jasno jest to pokazane, że historia związana z Kalibrem miała swój wkład w Paktofonikę, o której w pełni na prawdę jest ten film.

Czy film jest komercyjny? Zabijają mnie teksty i komentarze na ten temat. Ja zadam pytanie inaczej. Czy każdy film jest komercyjny? Czy jakby tam zagrali Rahim i Fokus a nie Dawid Ogrodnik i Tomasz Schuchardt byłby komercyjny tym bardziej, czy może mniej? Czy jakikolwiek film o Paktofonice byłby komercyjny, a brak filmu sprawiałby, że zespół jest lepszy i mniej komercyjny? Ludzie skończcie tą farsę, bo jest głupia i tyle.

Ten telewizor zdobyłem bez rat
Dzisiaj grad, bez telewizora, za oknem padał
Zajebiście się nadał, bo ogólnie gadał
Co miał w programie, gdzie tam panie przekłamanie

Paktofonika – Telewizor

Ogromne gratulacje dla twórców produkcji, że udało im się w pigułce nie tylko zamknąć historię doskonałej grupy hip-hopowej, ale i pokazać człowieka takim jakim jest. Produkcja, która sprawia, że zatrzymujemy się na chwilę i myślimy o sobie, o swoim życiu i problemach, które chcemy rozwiązać. W tym filmie ważny jest człowiek, to co nim kieruje, pasja przez którą chce się spełniać i jaką drogą podąża i jaką cenę jest gotów zapłacić. Wszystko to tak bardzo pokazuje gdzie jesteśmy słabi i w jaki sposób możemy stawać się mocni.

Wartość filmu jest nie do opisania.

I może nie koniecznie jest to poradnik jak dojść do refleksji pod tytułem Jestem Bogiem, ale jak wstać i walczyć dalej, dostrzegać innych ludzi i siłę przyjaźni. Warto, na prawdę warto. A tym, którzy będą nie do końca nasyceni samą historią, to polecam film dokumentalny, który powstał w momencie, kiedy to pojawiła się książka o Paktofonice, a film był dopiero w zamyśle twórców:

I wiesz co mnie boli?
Że w głowach się pierdoli
Zakłócony pokój ludziom dobrej woli!

Paktofonika – Jestem Bogiem

Szczęście z racji pojawienia się tak dobrego, polskiego, filmu zmusiło mnie w pewien sposób do refleksji. Bo jest to produkcja dla nas, dla ludzi, którzy na klatkach schodowych wieczorami śpiewali i puszczali z zachwytem utwór Film, dla tych co poznawali i chłonęli fenomen tych rymów w ostatnich ławkach w szkole podczas lekcji, tych którzy identyfikowali się z tą muzyką i dorastali razem z nią. Jest to produkcja dla nas, taka sama jak The Doors dla naszych rodziców i starszych braci. Film naszego pokolenia. A obawa jest taka, czy za dwadzieścia lat, ktoś będzie chciał poznać, albo czy zrozumie o co chodzi w tym filmie i czy odbierze go choć trochę tak samo jak my teraz? Czy mimo tego, że jest to moim zdaniem jedna z najlepszych naszych produkcji, przetrwa próbę czasu? Zauważyłem, że jest wiele wątków, których zwykły widz, nieocierający się nigdy o historię Kalibra, Magika, Paktofoniki będzie miał problem, a jego emocje będą dużo mniejsze. Obawy jak najbardziej racjonalne, gdyż Skazanego na Bluesa o Ryśku Riedlu i zespole Dżem nie przeżywałem w taki sposób jak powinienem, jak fan, gdzie jest to podobnie tragiczna historia jak ta, którą tutaj opisuje.

Czas pokaże. A ja zachęcam do zapoznania się z filmem, do zagłębienia się w muzykę Paktofoniki i ich niesamowitą historię, bo akurat dobrze wykonany film zachęca do tego tym bardziej.

Trochę linków odnośnie filmu:

Przeczytaj także:

Podziel się:

Piotr Siwiński

Nieprzyzwoicie uprzejmy aluzjonista, kąśliwy romantyk w rogowych okularach, który rzucił palenie, chory na twórstwo wszelakie - nie szczędzi sobie niczego. Nie zaczepiać, nie pytać, nie deptać dywanów i trawników.

Machnij komentarzem.