Kategorie: Myślbezpośrednik

Normalka

Wstałem rano…w zasadzie ledwo zwlokłem się z wyra. Założyłem co wpadło mi w ręce jak to zwykle mam w zwyczaju. Szybki prysznic. Śniadania nie chciało mi się jeść, wypiłem troche herbaty… Dziś czuje się dziwnie. Wyszedłem z domu kierując się w miejsce, które dotąd omijałem dużym łukiem. Idąc chciałem, żeby go już tam nie było, żeby było zamknięte, żebym pomylił drogę… Jedyne co mnie popychało do przodu to fakt, iż muszę w końcu przez to przejść i odprężająca muzyczka na uszach. Był ładny, słoneczny dzień. Dookoła kręciło się jak zwykle wiele osób, w większości starych Niemców. Próbowałem nie myśleć, zająć myśli czymś innym, miłym…Być gdzieś indziej.
 "O jakie ładne słońce jest dzisiaj."
"Może sobie do kogoś zadzwonię."
"Kurde, jeszcze nigdy nie liczyłem drzew w tym parku." Setki bezsensownych starań odwrócenia uwagi. Ale czy można samemu sobie odwrócić od czegoś uwagę?
 Na miejsce dotarłem szybciej niż myślałem…Szybciej niż chciałem. Czy ucieczka naprawdę byłaby taka zła? Nie. To jest ten dzień. Dzisiaj to zrobię. Nie poddam się.
Na poczekalni kilka innych przestraszonych osób. Każda próbuje zachować się jakby to była normalka. Zwykła codzienność. Nic nadzwyczajnego. Drobnostka. Wychodzą z dziwnym skurczem na twarzach. Nadchodzi moja kolej. Siadam przy biurku.
– Imię i nazwisko.
– Data urodzenia.
– Adres.
– Pesel.
Odpowiadam powoli…odwlekam.
– No dobrze proszę wejść za parawan i się przygotować.
Cholera, myślę sobie. Ale ,że co niby? Co to znaczy przygotować się? Rozglądam się za tym parawanem z nadzieją, że może jakieś wskazówki znajdę…cokolwiek. Czuje na sobie jej wzrok. Starszej kobiety w białym fartuchu. Wtedy właśnie padły słowa, których nie zapomnę już do końca życia.
– Proszę się wypiąć i rozszerzyć dłońmi pośladki.
– Mocniej!
 
 
 
 
 
Kurna zrobiła to.
 
Wsadziła mi jakiś mokry badyl w zadek i jeszcze zatoczyła szybkie kółko jakby herbate mieszała. Straszne. Czuję się zgwałcony….i jeszcze za to zapłaciłem.
Wyszedłem stamtąd bogatszy o niezapomniane analne doznania. Z kwaśną miną. W szoku jakby…wiedząc, że muszę wrócić tam jeszcze dwa razy.
 
 
Był już wieczór, kiedy wybraliśmy się na browarek plażowy. Gdy tak siedzieliśmy i popijaliśmy piwko rozmawiając o wszystkim i niczym nie pomijając oczywiście mojej jakże zaskakującej porannej przygody powiedziała, że jest śpiąca. Po chwili położyła głowęna moich kolanach…udach właściwie. Przysypia.
– Twardo. Co ty masz w tych kieszeniach.
– Oj sorry :D Przełoże do drugiej kieszeni.
Spojrzała wymownie… Lubię dwuznaczne gadki…No dobra…To jeden z motorów napędowych każdej mojej dyskusji :D
Miałem dowód w kieszeni, to on wbijał się jej w polik. Trzymałem go oddzielnie, żeby nie zgubić, żeby czuć że wciąż tam jest. Wyjąłem go z kieszeni i przełożyłem go do tej z telefonem. Siedzieliśmy tak i rozmawialiśmy jeszcze przez chwile..troche milczeliśmy. Dopiliśmy piwo. Pora iść. W pewnym momencie powiedziała żebym włączył jakąś muzykę. Wyjąłęm dziarsko telefon z kieszeni, odpaliłem. Idziemy bujając się lekko w rytmie reggae.
 
Znów budzę się wcześnie rano. Ten sam poranny rytuał. Kolejna fantastyczna przygoda z patyczastą panią. Uciekam do domu. Nagle uświadamiam sobie, że nie mam dowodu. Ale jak to…dlaczego nie mam. Przeszukuje dokładnie kieszenie po trzy razy…jakby po trzecim miałby się tam zmaterializować nagle. O cholera…musiał mi wypaść jak wyjmowałem telefon z kieszeni. Ja pierdziele…no dowód zgubiłem. Ekstra. Nie dość, że codzienne upokorzenie to jeszcze ktoś sobie kurde kredycik weźmie, który ja będę spłacał do usra….eee…długo. (wszystko co kojarzy mi sie z tylkiem prowadzi do tego cholernego badyla) Lece na plażę. Szybkie sprawdzenie wczoraj odwiedzonych kątów…Zaglądanie ludziom siedzącym na tej samej ławce w krocze w poszukiwaniu zguby. Powrót wczorajszym szlakiem. Nic. Dotarlem do domu. Siedze przy oknie. Widzę jakichś dwóch cichociemnych faciów na składakach dziarsko posuwających się po moim podwórku. Znikneli gdzieś. Nagle domofon. Jeden długi sygnał. To nie rodzina…oni używają innego szyfru. Zbiegam na dół. Odbieram.
– Dzieńdobry, czy ja mógłbym rozmawiać z panem Marcinem.
– Yyyyy eeee…to ja.
– Czy mógłby pan zejść na chwilkęna dół.
– Jasne, już idę.
Gdy otworzyłem klatkę schodową moim oczom ukazało się dwóch facetów. Pierwszy raz widze kolesi. Jeden jakiś młodszy…tylko stoi dla towarzystwa pewnie. Drugi, starszy…widać po przejściach. Tatuaże na twarzy i rękach przywołały w mojej pamięci film Symetria. Ciekawe czy grypsował…mniejsza o to.
– Panie Marcinie, czy nie zgubił pan czegoś ostatnio.
– A zgubiłem..dowód zgubiłem panie Znalazco.
– Ha! Powiedział dumnie i stanowczo jak kolesie z TeleMorele czy jak to się tam nazywa próbujący sprzedać mi przez telewizor kolejny bezużyteczny mikser do wszystkiego mający nadać sens moim potrawom. Jednocześnie niczym magik wysunął z rękawa mój dowód.
– Proszę. Znalazłem dzisiaj koło molo.
– Kurde ekstra! Właśnie byłem go tam szukać…to co panowie…należy się jakaś nagroda nie? ;)
– Nooo…ekhem…wie pan…na piwo by się przydało co nieco ;)
– Luźno. Poczekajcie chwilę.
Poleciałem na górę…szybki rekonesans. No co ja im kurna dam. Przecież nie kukurydze w puszce. Hmm…lodówka…tak…tam musi coś być. Jest! Jak dobrze, że mój tata ma czasem w lodówce jakiś browarek…całe szczęście są dwa…A niech im kurna będzie. Polubiłem ich. Pobiegłem szybko do "skarbonki" brata, wyjąłem dwie dyszki i poczułem, że główna wygrana została skompletowana. Zszedłem na dół. Dałem co miałem. Wszyscy zadowoleni. Jednak są jeszcze na tym świecie ludzie porządni. 
 
Tylko…pozostaje jeszcze spotkanie ze sponsorami…:P Zrozumieją…
 

Massive Attack – Heat Miser (dawno nie słuchałem)

 [youtube=http://www.youtube.com/watch?v=bd7mizeyS1s&hl=pl&fs=1&]

 
Podziel się:

Machnij komentarzem.