
Wydaje mi się, jakby dzień w którym żyję był dniem…ostatnim
Jestem zachłanna życia, boję się go i jednocześnie…nie dbam.
Nic nie buduje mi się, nie ma podwalin…domu
Wszystko zamyka się w tym jednym dniu, jednej…chwili
Jest już późno, piszę bzdury
Kot zapędził mysz do dziuryMaanam – Jest już późno, piszę bzdury
Trochę czasu minęło, trochę wody popłynęło i wylało, od ostatniego wpisu. Prezydent Rzeczypospolitej zginął w Smoleńsku, od czego zaczęła się męcząca paranoja w telewizji i tej reżimowej i tej dezinformacyjnej, powódź (wielka tragedia ludzka – przyćmiona dalszym splotem wydarzeń, czyli…), wybory (gównem się obrzucają i chlapią na obywateli), zamieszki w Grecji, Izrael strzelający do „pokojowców” i wszystkie inne małe apokalipsy światowe. Nawet pan Obama wreszcie się dowiedział czym jest piłka nożna, pewnie wcześniej oglądał tylko baseball niczym Al Bundy, albo całe życie spędzał na kampanii wyborczej. Miedwiediew otrzymał najnowszego iPhone 4 i pewnie pan Jobs od razu, w strachu przed przykręceniem kurka czegokolwiek, nauczył go odpowiednio trzymać owy gadżet. HTML5 zdobywa rynek, z czego się cieszę i już planuję przebudowę strony, a Adobe broni Flasha wszelkimi wektorowymi odnóżami, co by ludzie kupowali ich mega drogie i mega zajebiste narzędzie. A u mnie?
Chyba w tym wątku to ważniejsze… czyli co się działo jak się nie działo.
A przeżyć trzeba było wiele rzeczy, przeprowadzkę już na własne „m” i remont takowego, zjednanie się z bankiem na lat wiele, przemeldowanie (tak, po 26 latach pożegnałem się politycznie z Kołobrzegiem, który zawsze będzie w sercu mym i nie tylko…). W sumie jakby nie patrzeć ten remont i ta biurokracja zeżarły mi tyle czasu, przez co czasu na pisanie było niewiele, a głowy w ogóle. Ale osiadłem już na dobre i nawet głosowałem w moim nowym miejscu zamieszkania. Pora wrócić do porządków dziennych.
Wykonałem kilka projektów, byłem na fenomenalnym koncercie „Gotan Project”, który zapewne opiszę, zwiedziłem kilka konferencji i jeden nowy kraj, po wkurwiałem się na to co w telewizji wygadują i dowiedziałem się wreszcie na ile szczerości jeszcze mnie stać.
Cieszę się, że odżyłem wreszcie i cieszę się z tego wpisu, który po długiej przerwie zaczyna wreszcie pełną reaktywację mojego „niecodziennika”. Oczywiście o tych wszystkich przeżyciach, koncertach, płytach, książkach, projektach, będę pisał i to mam nadzieję w jak najmniejszym odstępie czasu. Teraz będzie nowe opowiadanie, ah te doświadczenia kilkumiesięczne.
A w skrócie, jeżeli chodzi o poglądy.
Katastrofa w Smoleńsku wstrząsnęła mną cholernie, w końcu jakby nie patrzeć zginał Prezydent Rzeczypospolitej, nie ważne jakim był człowiekiem i jak go postrzegaliśmy, był głową państwa. Wokół tego całego wydarzenia, zaczęła się robić dziwna szopa, są ludzie co twierdzą, że to był zamach, oraz inne teorie spiskowe tworzą się im więcej wiemy (wiemy więcej?). Oczywiście, wiadomym było, podobnie jak z JPII, że tragedia i zepsute czarno-białe telewizory będą trwać tylko do pogrzebu – na Wawelu (sic!). Konstytucja okrutną jest i już zaczęła się kampania. Media reżimowe i dezinformacyjne wykreowały dwóch kandydatów, resztę pomijając lub pokazując z wyrwanymi wątkami na ustach, przez co w oczach biednego elektoratu nie byli mile widzeni. Ale cóż, już po pierwszej turze, zostało dwóch, dzisiaj akurat się sprzeczali i obiecywali i kompromitowali i dowalali do pieca i wyciągali, aż nie wiadomo na kogo głosować… Międzyczasie potop wielki i tragedia ludzka, aż dziw bierze, że bezkrólewie się nie przedłużyło choć trochę. Chyba czas coś z tym zrobić drogi (nie)rządzie, ludzie nie mają środków do życia, pracy a co najważniejsze dachu nad głową. Ale mało to ważne, bo mamy debatę i za tydzień zagłosujemy za kurewsko lepszym jutrem, czy nas przy tym będą gryzły w dupę komary czy nie.
Życie jest piękne, tylko troszkę tragedii się dzieje gdzieś poza naszym zasięgiem. I z tą ironią witam was z powrotem drogie Pamiętniczki i drodzy Pamiętniki w oparach absurdu, ironii, złośliwości, fajek i wódki. Witam was w „niecodzienniku”, rozsiądźcie się i rozerwijcie, dodajcie RSSy, wróciłem.
