Sala Samobójców wytrawnie…

Sala Samobójców wytrawnie…

Ile można wyciągnąć z filmu obżerając się naczosami z sosem serowym w kinie?
Okazuje się, że niewiele. Siedzimy w fotelu, chrupiemy i spodziewamy się nie wiadomo czego od filmu za który, aby być jednym z pierwszych zapłaciliśmy niebotyczną cenę i wytrzymujemy zepsutą klimatyzację, pocącego się nadmiernie człowieka w fotelu obok, bekającego bachorka w fotelu nad nami i wzdychającą, przewrażliwioną niewiastę przed nami, która wierci się, gdyż chipsy z poprzedniego seansu wbijają się w jej szlachetność, która w tym przypadku szlachetnością za bardzo nie jest. Normalnie 5d i nie wiadomo za co się chwycić.

Idąc ze skrajności w skrajność i o dziwadła nie opisując (na szczęście) jeszcze tejże hitowej produkcji na łamach NN, stwierdziłem, że wyciągać można z filmu inaczej, lepiej, mocniej, za pomocą trunków wytrawnych (rozjaśniają umysł, poszerzają horyzonty, dodają animuszu i pieprzonej potrzeby zastanawiania się nad wszystkim). A o tejże produkcji wspomnieć warto, aby przestrzec po cichu lub nieprzyzwoicie zachęcić do przeżycia ciężkich chwil z … Salą Samobójców.

Czytaj więcej »

Już nie lubię teatru

Już nie lubię teatru

Usłyszałam te słowa w antrakcie najnowszego spektaklu Mai Kleczewskiej, wystawianego na deskach warszawskiego Teatru Narodowego. Uderzyło mnie również to, że w tamtym momencie zgadzałam się z nimi w stu procentach.

Zacznę jednak od początku: w rodzinnym domu teatr był zawsze, mniej lub bardziej obecny, podobnie jak film i szeroko pojęta kultura. I chyba nie skłamię, że jedyny podział stosowany wobec tych, jakże ważnych, działów życia cywilizowanego człowieka, opierał się na naszych prywatnych gustach. Nie istniał, a przynajmniej nie w mojej dziecięcej świadomości, ani mainstream ani to, co z jakiegoś powodu znajduje się poza nim. Czytałam więc (niemal równolegle), sagę Małgorzaty Musierowicz i Z szynką raz! Bukowskiego. Wciągał mnie Inny świat Herlinga-Grudzińskiego i rzeczywistość stworzona przez Sapkowskiego. Podobnie sprawa miała się z filmami i teatrem – chłonęłam, uczyłam się, próbowałam rozumieć. Aż do teraz.

Czytaj więcej »

Witamy Bonnie z Filmdependent

Witamy Bonnie z Filmdependent

Witamy nową osobę w naszym niekulturalnym zagajniku.
Jest nią Bonnie z Filmdependent, tak, osoba współtworząca festiwal filmowy w Rynie, który zaczynamy w pełni promować w naszym serwisie. Bonnie pisać będzie o kulturze, a przede wszystkim filmie i teatrze. Z pewnością da się ponieść także w innych tematach, a ostrzegam pisze świetnie i jest dobrze obeznana.

Witamy, a was zachęcamy do czytania, już za chwilę pojawi się pierwszy wpis.

Po majówce wracamy z naszymi cyklicznymi tekstami, recenzjami i marudzeniami na dłuższą metę…

warsztaty czy coaching – oto jest pytanie

Odkąd pojawiły się takie programy jak „Taniec z Gwiazdami”, „You Can Dance” a ostatnio również „Tylko taniec” – taniec stał się niezwykle popularną formą spędzania czasu wolnego. Pojawiły się nowe style, grupy zaczynają się już od 5-latków, taniec zaczął pojawiać się w szkołach jako zajęcie dodatkowe, nie mówiąc już o niezliczonej ilości szkół tańca, które otwierano hurtowo w każdej większej aglomeracji.I nie ma w tym nic złego – a nawet mnie się to podoba. Większa konkurencja – wyższy poziom nauki tańca – mogę więcej, lepiej i za mniej tańczyć. Oczywiście koniunktura zrobiła potem swoje, ale to inna bajka.

Czytaj więcej »

To se nevrátí…

To se nevrátí…

Ładny czas minął od rozdania złotych golasów z mieczem, szpadą, czymkolwiek co robi za listek figowy, o słodkim imieniu Oscar. Obiekt pożądania wszystkich filmowców, wypruwających sobie żyły podczas realizacji kolejnych filmów wszech czasów, najlepszych komedii roku, dramatów z efektami specjalnymi i muzyką, którą już gdzieś słyszeliśmy. W tym roku wielkim rozczarowaniem naszej reprezentacji dream team Holland-Więckiewicz w kreacjach rodem z Kołysanki Juliusza Machulskiego, a wielkim zwycięzcą w oczach reszty świata okazał się film pod tytułem Artysta. Najbardziej oryginalny film… którego nie obejrzę… i to nie dlatego, że jest idiotyczną wydmuszką

Czytaj więcej »

ParaNorman – zapowiedź filmu

ParaNorman – zapowiedź filmu

We wrześniu pojawi się w kinach ParaNorman, dobrze zapowiadająca się bajka (pewnie dla dorosłych) twórców Koraliny.

W wielkim skrócie, historia Normana, który widzi duchy (tutaj nie można by nie wspomnieć o Szóstym Zmyśle) co pogłębia jego fascynację zmarliną. W pewnym momencie coś wymyka się spod kontroli, zmarli wstają z grobu, duchy szaleją po świecie i ktoś musi uratować żywą ludzkość, kto to zrobi…?

Zachęcam do zapoznania się z filmem i przy okazji świetnie wykonaną oficjalną stroną. Zapowiada się wyśmienicie…

casting

Miało to wyglądać zupełnie inaczej. Powinna być krótka rozgrzewka – wspólna, lekcja klasyki, ewentualnie tańca współczesnego lub jazzu, a na końcu dopiero nauka choreografii. Tak przynajmniej robią profesjonalne teatry za granicą. Proszą na koniec każdego, żeby został i pokazał własną choreografię – takie jedno- dwuminutowe solo, w którym można się wykazać swoją kreatywnością. Dopiero po tym wszystkim, jak człowiek jest już doszczędnie zmęczony, ale jednocześnie zadowolony, bo mógł się pokazać z każdej strony i jak coś nie wyszło w pierwszej części, to dostał kolejną szansę w drugiej lub trzeciej.

Czytaj więcej »

Myśli kobiety w odmiennym stanie…

Myśli kobiety w odmiennym stanie…

Proces tworzenia nowego człowieka został niesamowicie źle pomyślany, ba natura kompletnie fatalnie dobrała aktorów.
Same określenia:
-ciężarna – no coś tej kobiecie ciąży, jest jej ciężko
-brzemienna – nosi jakieś brzemię.
Jedynymi godnymi określeniami dla mnie to:
-przy nadziei
-w odmiennym stanie…o tak, jest to zdecydowanie odmienny stan zarówno psychiczny, jak i fizyczny i przy tej terminologii zostanę.

Czytaj więcej »

Czarne dni kolei państwowych są zawsze

Czarne dni kolei państwowych są zawsze

Ostatnia katastrofa kolejowa pod Szczekocinami wstrząsnęła całym krajem, mnóstwo osób zabitych i rannych, z pociągów nie było co zbierać. Chwała wszystkim bohaterom, którzy dokonali wspaniałej akcji ratunkowej, chwała mieszkańcom pobliskich miejscowości za determinacje, zimną krew i oddanie serca wszystkim ofiarom. Chwały jednak poskąpię dla nekrofilii politycznej uprawianej kosztem kolejnej tragedii. Banda [cenzura], [cenzura] i [cenzura] i dupa.

Oczywiście, jeżeli mamy tragedię, to mamy także rachunek sumienia, rachunek za usługi i rachunek po to by zbyt tanio nie było, odnośnie stabilności naszych żelaznych przewoźników. I jak zwykle okazuje się, że jest do dupy, że mamy pięćdziesięcioletnie składy, że tory są stare i krzywe, że syfiaste dworce, a pociągi co jadą przez pół Polski cztery godziny w tym jedną godzinę poświęcają na odcinki dwudziestu kilometrowe. Ot nic nowego. Ja sam już nie pamiętam, kiedy to pociąg, którym jechałem, nie miał jakiś atrakcji. No właśnie, ja sam…

Czytaj więcej »

Ostatki…były… – czyli kulturalne refleksje na tematów kilka

Ostatki…były… – czyli kulturalne refleksje na tematów kilka

Dawno nie pozwoliłem sobie na osobiste refleksje, taki jakiś mało wylewny jestem ostatnio, ale cóż, tak bywa. W końcu pisanie bloga/nie-bloga, w ogóle pisanie to ciężka harówa, aby posklejać sensownie zdania i obrazić kogoś w sposób inteligentny, nie pozwalając sobie na dozę prostactwa. Nawet doszło do takiego momentu, że napisałem komentarz na twarzoksiążce i się zmęczyłem. O! Starość, napisał ktoś złośliwy, ja mówię… hmmm… nic nie mówię. Wolę napisać, gdyż dawno nie praktykowałem tego zacnego dzieła, w czasach, gdzie napisać można byle gówno i byle jak z wielką lekkością, za to problemy pojawiają się kiedy mamy coś przeczytać i wytężyć mózgownicę.

Byle nie dostać zakwasów…
Czytaj więcej »

znaleźć w sobie świra

Czasem nie wystarczy dobrze wykonać ćwiczenie. Każdy choreograf może chcieć czegoś więcej…

Każdy (jak nie, to każdy powinien obejrzeć) oglądał Czarnego Łabędzia w reż. D.Aronofsky’ego gdzie tancerka nie mogła wykrzesać w sobie „czarnego łabędzia”. Tak po prostu jest. Musisz wejść w swoją postać, być w roli, nie można sobie pozwolić na chwilę prywaty.

A jak grasz w Dniu Świra, to musisz grać świra. Ale jest to świrostwo nie-kontrolowane. Bo grając świra mogę sobie pozwolić na dawkę szaleństwa, jakie we mnie drzemie, ale nie znajduje ujścia w codziennym życiu. Na scenie jak przesadzę, będzie to odebrane jako mega-świr czyli rola, którą mi powierzono i której musiałam sprostać. Choć wcale tak ie musiało być.

Sama nie wiedziałam jak wielkie pokłady szaleństwa drzemią we mnie. Ale jak często nosi się paczkę primabaleriny, czy skacze bez zabezpieczeń na 3-cim piętrze rusztowania. I ciągłe problemy z garderobą. Nic tylko świrować. Być sobą i się tym wszystkim nie przejmować.

W końcu świr, świr