Myśli kobiety w odmiennym stanie…

Myśli kobiety w odmiennym stanie…

Proces tworzenia nowego człowieka został niesamowicie źle pomyślany, ba natura kompletnie fatalnie dobrała aktorów.
Same określenia:
-ciężarna – no coś tej kobiecie ciąży, jest jej ciężko
-brzemienna – nosi jakieś brzemię.
Jedynymi godnymi określeniami dla mnie to:
-przy nadziei
-w odmiennym stanie…o tak, jest to zdecydowanie odmienny stan zarówno psychiczny, jak i fizyczny i przy tej terminologii zostanę.

Czytaj więcej »

Na skraju…marzeń

Na skraju…marzeń

Nadchodzi w życiu wielu ludzi taka chwila, kiedy dochodzą do wniosku, że chcieli czegoś więcej od życia. Kariera nie wygląda tak, jak myśleli. Dom jest nie taki, jaki miał być. Znajomi to nie ci ludzie, z którymi chciałoby się przebywać i miłość gdzieś zginęła po drodze. Marzenia się nie spełniły. Życie przystanęło w miejscu. Wszystko to, albo jedna z tych rzeczy skłania do rozmyślań i szukania błędu, punktu zwrotnego.
Ilu z nas chciałoby cofnąć się gdzieś w punkt, kiedy świat stał otworem, wszystko było możliwe a życie radosne i ciekawe? Do chwil, miejsc, zdarzeń?
Cofnąć się, naprawić, co się nie udało?
Ilu z nas ma taką odwagę, by stanąć z marzeniem oko w oko i rzucić mu wyzwanie?
Czy to szaleństwo? Czy to głupota? Ostatni raz zawalczyć o zmianę tego, co męczy i nie daje spać?

„Kobieta na skraju dojrzałości”. Polecam. :)

Hipokryzja w internecie?

Jak to jest Zbyszku drogi (Zbyszku H., aby wątpliwości nie było)?

Prawa autorskie, hipokryzja internautów, okradanie jednych przez drugich…

Po co cała ta gadka, ten medialny szum, skoro sam nie jesteś w porządku? Misja głoszenia prawdy jedynie prawdziwej jest wielka, zwłaszcza przy użyciu FB, ale jest bardzo łatwo zaliczyć wtopę… Tak się składa, że obserwuję Twojego walla i zauważyłem coś ciekawego – bardzo często publikujesz tam zdjęcia znalezione w sieci. Te zdjęcia mają swoich autorów, których zapewne o zgodę na publikację nie pytałeś, ich imienia nie wymieniłeś. Leżało w sieci i wziąłeś? Cóż więc uczyniłeś według swoich prawd (autorskich i majątkowych)? Rozumiem, że jak znajdę w sieci płytę I Ching, to będę mógł ją sobie wziąć, tak jak Ty zdjęcia?

Więc jak to jest Zbyszku drogi?

Nie chcę podsumować 2011 roku, bo 2012 będzie lepszy

Nowy rok to zazwyczaj czas podsumowań. Najlepsze płyty roku, najlepsze koncerty roku, najlepsze festiwale roku. Ja mam jednak niewiarygodny problem z oceną, która np. płyta najbardziej przypadła mi do gustu. Nie włożę w końcu do jednego worka nowego LP zespołu Mastodon i wydawnictwa Florence + The Machine, bo moje poczucie estetyki na to nie pozwoli. A przecież jest jeszcze wymieniany w praktycznie każdym rankingu Bon Iver, czy RadioheadFoo Fighters, JusticeM83, MetronomyJames Blake, PJ Harvey, Wild Beasts, Battles, The Vaccines, Foster The People - i dziesiątki innych wykonawców ze świetnymi tegorocznymi albumami. O chudnącej Adele, zdobywczyni pierwszego miejsca w rankingu Best of 2011 magazynu Rolling Stone, nie wspominając.

Czytaj więcej »

Puste dusze…

Puści ludzie dają się wypełniać uczuciami innych…złością, nienawiścią, złośliwością, zazdrością… Dają sobie wbudować obcy system wartości…
Patrzą na innych przez pryzmat uczuć kogoś innego…bez sprzeciwu, bez obiektywizmu. Widzą to, co im wpojono, by widzieć… Zaślepieni…niewidzący…
Nie da im się wytłumaczyć, przekonać, że nie widzą swoimi oczami a oczami człowieka, który wypełnia pustkę ich własnej duszy…z premedytacją z zawzięciem…
Szyderczo pochłaniają cudze jestestwo…
Dobrze, ze czasem pojawi się uczucie, które samo wyrasta…powoli wypełnia pustkę i wypycha natrętne, niesprawiedliwe, niszczące zło…
Tylko jedno może być gorsze i smutniejsze niż pusta dusza – zła dusza pochłaniająca cudzą pustkę…
O cudzie dźwięków, obrazów…o rozsądku…o spokoju…wypełniajcie mnie… !!
Cerridwen- pilnuj mojego wnętrza o zapachu wanilii i migdałów…

Słowa…

Ściągam buty…zdejmuję pończochy…chodzę boso, po słowach, delikatnie, bezszelestnie…Chodzę czując ich aksamitną lekkość i czułość… spokojnie stąpam lecz zaczynają uwierać, kaleczą mi stopy więc tupię, próbując je rozłamać żeby wejść im do środka tak jak one wchodzą do mnie, bez pukania, bez mojego proszę, nie jak wzorowy gość. W miłych słowach rozwieszam siebie… a tam Twój oddech rzeźbi moje pragnienia.. Twoje słowa dotykają mnie od środka wywołując dreszcz… Muskaj mnie całymi zdaniami, pieść przecinkami, rozpalaj kropkami… Potrzebuje każdego wersu.. pragnę każdej choćby najmniejszej literki…Zamykam oczy..i widzę korowody zdań wypowiedzianych… dołączam do nich wspomnienie westchnienia.. kolor uśmiechu i drwiący myślnik…
Nawet lekko zazdrosny znak zapytania mówi mi- kim dla mnie jesteś ..przypominając dotyk Twojej nagiej skóry..
A wykrzyknik… wykrzyknik przypomina jak mówimy do siebie.. bez słów…

A ja podziękuję Tobie Steve…

za to, że teraz jestem już pewien, że nie mogłem zrobić więcej. Za to, że teraz wiem, że leczenie raka trzustki nie zależy od kasy, czy pozycji społecznej… Współczuję, że cholernie bolało, jak chyba niewiele innych rzeczy na świecie. Ty to czułeś, ja musiałem to widzieć.

Dziękuję.

O nieżyciu

Fajnie jest umierać parę razy dziennie. Nie dokonać żywota, ale ustawicznie zdychać. Odcięcie oddechu, znieruchomienie serca i ta nagła jasność w głowie. Wszystko jest czyste i klarowne jak zbielałe kostki w zaciśniętej pięści. Chwila absolutu nicości. Umieranie uodparnia na śmierć, jej dzikość i tragedię, i na wszytko to, co ze sobą niesie. Zostaje tylko próżnia i echo, dźwięki dzięki którym nie można spać, które każą ukrywać każdy ślad. Choćby zakopać, czy usunąć żyletką.

„Opowieść niekoniecznie wigilijna.” (cz.3)

(część druga tutaj)

IV.

Padał śnieg, gdyż zima ma to do siebie, że coś pada.

Wehikuł gnał do przodu, od jednego przystanku do drugiego. Warunki atmosferyczne nie robiły żadnego wrażenia na kierowcy, gdyż jak wiadomo był on ślepawy i jeździł na pamięć, swoją trasą, którą istniejący tylko na papierze pan naczelnik próbował wielokrotnie zmienić, co oczywiście nie zdawało egzaminu, gdyż kierowca uparcie jeździł swoimi, znanymi sobie drogami, zwolnienia i upomnienia nie wchodziły w grę, gdyż nie dość, że bohater to jeszcze związki wszelakie, a to homoseksualistów, a to kobiet w ciąży, a to jeszcze emerytów, kombatantów i cyklistów były za nim. Decyzję zmian wycofano, przysłano do „Sokole Oko Masacziusets” stosowne pismo, którego i tak nie przeczytał, a i posiał gdzieś w stercie innych pism od supermarketów, rekolekcji czy promocji dywanów. Pędzili zatem przed siebie, dobrze znaną trasą przez dwóch ludzi, kierowcy „Calineczki” oraz nieodłącznego wyposażenia jakim był kasownik, który i tak nigdy nie zwracał na to uwagi, gdyż tylko kasować umiał.

Czytaj więcej »

Dewocjonalia – kwiecień

podpalili kościoły
zdarli sumienia
wznieśli nad niebiosa
wysłali w podziemia

umarł król
to nie był mój król

dobrze mówili
dewocjonalia wieszali
lud biedny zgwałcili
bardy gromami ciskali

to nie był mój król
umarł król
to nie był mój

i lamentami się pokładają
i ubrania swoje zdzierają
i kolana krwawiące
ręce wznoszące…
.. do nieba szydercy
do nieba hipokryci i zboczeńcy
do nieba co krwią okryło się brutalnie
oni do nieba,
sprawiedliwi na dnie…

umarł król
to nie był mój król

zapomnienie….

Wzięłam kilka minut, żeby zatrzeć ślady największej miłości życia…i nie pomaga..kilka minut to za mało, więc biorę kilka dni…z ogromną siłą i wiarą zacieram zapamiętale…
Po kilku dniach wciąż nie czuję zmian…więc chcę jednego: Niech moje słowa wracają do Ciebie, rozpadają się na litery, fruwają dookoła jak piękne motyle, którym zostało ledwie kilka dni życia…a może to muchy, o których pisałeś, które tak Cię irytowały?