Kategorie: tekstyTagi: , , , bezpośrednik

“Opowieść niekoniecznie wigilijna – pauza.” (cz.2)

(część pierwsza tutaj)

III.

W tym miejscu autor popadł w chwilę zadumy, nie wiedział bowiem, że owa chwila będzie trwała trzy i pół roku i że po tym czasie będzie próbował wprawić w ruch wskazówkę zegara, która i tak chodzi jak chce – czasem do przodu, czasem do tyłu. Podczas tej chwili zadumy nad dalszym losem bohaterów nie myślał tylko o nich, miał też wiele spraw na głowie, popełnił kilka radykalnych kroków w swoim życiu, napisał wiele utworów, oraz przeczytał kilka, robiących na nim samym wrażenie, książek. Słuchał także muzyki przeróżnej, spotkał na swojej drodze wielu ekscytujących ludzi, także i takich których już nie pamięta, bo pewnie nie warto było pamiętać, wypił morze alkoholi wyskokowych, wypalił niezliczoną liczbę papierosów i przejechał grube tysiące kilometrów w celu różnym.

Nie wiedział jednak, że tą wskazówkę nie jest tak łatwo ruszyć i porwał się z myślą zakończenia owej historii przesympatycznych bohaterów. Myśl była złota, takie myśli posuwają zazwyczaj tematy dalej, albo i nawet do końca. Zauważył on nawet koniec tej groteski, gdzieś w połowie ósmej pętli wyrabianej przez naszą wspaniałą „Calineczkę” prowadzoną przez „Sokole Oko Masacziusets”, nie do zdarcia  odwiecznego i honorowego (na papierze) kierowcy.
I kiedy tak nasz wspaniały autor wymyślił co będzie dalej, analizował jakie kroki wykonać aby dojść do tego oczekiwanego zakończenia, nawet postawił kilka.

Niestety.

Pierdoła potknął się już podczas stawiania drugiego i upadł na głowę, uświadamiając sobie jednocześnie, że to tak zakończyć się nie może, nie tak tendencyjnie i oczekiwanie. Choć wątpi do tej pory, że nawet już tego skreślonego zakończenia nikt z Was, Czytaczy, spodziewać się nie może. Enigmatyczny ten nasz pierdołowaty autor. W tajemnicy wam powiem, że zaklął parę razy i głośno i cicho i wykonał kilka wulgarnych gestów, których starał się wstydzić w momencie kiedy przyszły mu na myśl, oczywiście wstyd mu nie wychodzi, zaniechując w tym momencie kontynuacji utworu. Chyba za bardzo zżył się z głównym bohaterem, dosłownie z Nim i pewnie jeszcze bardziej z Nią (tą pijaną od zawsze, amen) i zapałał chęcią lepszego i bardziej niespodziewanego zakończenia. Tak niespodziewanego, że sam się go do tej pory nie spodziewa.

Zapalił więc autor papierosa, międzyczasie popijając ze szklaneczki napoje różne i niekoniecznie kolorowe i doszedł w duchu do momentu (jeżeli w duchu takowe posiada), że trzy i pół roku to za mało. Niech sobie wiszą w czasoprzestrzeni i czekają spokojnie na to co będzie dalej. W takich momentach, kiedy te wskazówki niemiłosiernie stoją, na złość wszystkim, którzy bardzo by chcieli, by im tak stało, można starać sobie wykreować obrazek sytuacji jaka teraz w trakcie tej pauzy następuje. Zacznijmy więc…

Jest zima. Płatki śniegu są tak grube, że przysłaniają cały Boży świat, a dokładnie to co z niego zostało (a ciężko w nim niestety dojrzeć boski pierwiastek). Wycieraczek nie ma, ale w sumie i tak są niepotrzebne, gdyż nasz wspaniały element społeczny, idol wszystkich ras i kultur, pogromca urzędów (gdyż w żadnym się nigdy nie stawił), nie wiedzący nawet o tym, że wspierają go związki wszelakie, a to homoseksualistów, a to kobiet w ciąży, a to jeszcze nawróconych emerytów i tych co nawrócić się nie chcieli, kombatantów i cyklistów, jest ślepy (uffff). Zna on drogę na pamięć i skoro nie widzi, to inni też widzieć nie muszą. Kierowca, o którym te słowa, ma straszne parcie na przerwę w jeździe i zajęcie się swoimi bardzo ważnymi sprawami i nie wie jeszcze, że na drogę, jego własną trasę, planują wyjść niedźwiedzie, by pozwolić mu odpocząć. To nie jest oczywiście w ich planach i one o tym też nie wiedzą, że takowe zaistnieją.
Stary, wysłużony Kasownik, kolejny i przedostatni skansen w owym wehikule, stoi. Gdyż przyjął pozę, którą długo ćwiczył sam w domu, przed lustrem, potem kilka razy w swojej wspaniałej i wymarzonej pracy, taką by wszyscy wokół podziwiali. Nie wie on jeszcze, że nie doczeka się tego podziwu nigdy, gdyż przez te same niedźwiedzie pojazd, jak tylko czas ruszy z kopyta,  zatrzyma się w sposób niespodziewany, przewracający wszystkie organy wewnętrzne (i zewnętrzne zapewne też).
Skoro jesteśmy przy skansenach, to można wspomnieć o ostatnim – „Groszowej Staruszce”. W tej naszej stopklatce zatrzymała się ona w pół wypowiadanej sylaby „…min…”, w pół paciorka i w pół myśli chaotycznej o opuszczeniu owego pojazdu – natychmiast. Oczywiście, także nie wie o niedźwiedziach i oczywiście nie o tym co się dzieje wokół niej (jego?).
Ktoś w naszym obrazku leży z tyłu. O nim by można było  napisać osobną opowieść zapewne, gdyż spoglądając na całość jego historii w tym wehikule, okazywać się może najciekawszą postacią. Mało kto mówi trzewiami, mało kto ma taką zdolność. Na pewno nie jedną historię by wyrzy… ekhm. opowiedział, gdyby tylko mógł. Na razie leży i nie jest mu dobrze.
On. On zawiesił wzrok na Niej. Dziwnym  byłoby gdyby nie zwrócił uwagi na Nią, gdyż jest Ona piękną kobietą z pijanym serduszkiem i mimo tego, że śpi na jedynym fotelu na którym można usiąść w „Calineczce”, przykuwa uwagę. Nie tylko chrapaniem, rzecz jasna, ale i innymi atutami pięknych kobiet. Choć obecnie, zaglądając w Jego oczy bardzo głęboko, możemy wywnioskować, że już dla Niego innych pięknych kobiet nie ma.
Choć zaraz, zaraz… wkradł się chyba i żal. Czyżby żal jej pijaństwa, chęć pomocy, chwilowa chęć dołączenia się do stanu, a może współczucie jej zachrypniętej duszy? Jaka jest zachrypnięta dusza? Nie wie nikt, nawet właścicielka, która będąc piękną na swój sposób kobietą, nie zastanawiała się nigdy nad tym głębiej, gdyż jedyną głębokość jaką znała na ten czas to odległość od szyjki do denka swojej własnej butelki.
Ona. Ona śpi. Ona się nie przejmuje, obrazek zatrzymał się w momencie kiedy próbowała zachrapać. Przyjrzyjmy się dokładnie. Oczy zamknięte, nos przyjmuje ciężko dawki powietrza, a jej duże i miękkie usta (nie, nie, nie jak Angelina – czy jak jej tam – piękniejsze, subtelniejsze i kuszące posmakowaniem) jakby  się lekko zaczynały unosić w grymasie. W szczególności górna warga. Tak. Zapewne chce zachrapać.”

Zapamiętajmy ich tak wszystkich, tak bardzo naturalnych z wielką chęcią wykonania czegoś bardzo, z wielką chęcią kontynuacji tejże historii i zakończenia jej w sposób nie taki jaki życzylibyście sobie drodzy Czytacze.

Autor zadumał, gdyż jest to człowiek dziwny, ale nie bohater literacki, więc mniejsza z nim, ważne, żeby wprawił w ruch trolejbus i doświadczony bagażem przeżyć wymyślił ciąg dalszy tej historii.

Show must go on, but when?” – jak mawiał wieszcz trzymając sztachetę.

Podziel się:

Piotr Siwiński

Nieprzyzwoicie uprzejmy aluzjonista, kąśliwy romantyk w rogowych okularach, który rzucił palenie, chory na twórstwo wszelakie - nie szczędzi sobie niczego. Nie zaczepiać, nie pytać, nie deptać dywanów i trawników.

3 komentarzy do ““Opowieść niekoniecznie wigilijna – pauza.” (cz.2)”:

  1. Tisaja pisze:

    ..budzisz we mnie coś, co położyłam na głęboki sen…ba, mam ochotę udusić poduszką lub zrzucić z wieżowca…budzisz to… i nie wiem czy się uśmiecham…

  2. Tisaja pisze:

    Cudny obraz… Stopklatka ujęta, wyciśnięta w wyobraźni…
    Słychać nawet stukot Wielkiej Maszyny z szalonym woźnicą…
    Zapieram się o tę wskazówkę…popycham ją z całych sił ku górze…Wskazówka przeogromna- ja przy niej ciupinka…
    No niech ruszy! Niech w końcu ruszyyy…!!

Machnij komentarzem.