Kategorie: koncerty, Kultur(w)a, muzykaTagi: , , , bezpośrednik

Kawałek Kulki (Poznań)

kawalek_kulki

Anioły stróże na niebieskich łabędziach latają, nad nami,
twój tata, twój tata jest z nimi jesteśmy uratowani.

Kawałek Kulki – Kolegi Tata

Dnia 19 listopada, na „Scenie pod Minogą” zagrał znany nieznany zespół Kawałek Kulki. Ci którzy go znają, a na koncercie jeszcze żadnym nie byli niech żałują i to mocno…

… bo to co ich omija przez nieobecność na koncercie tegoż zespołu nie jest do opisania, tak po prostu słowami.

Na początku zagrał support, a nazywał się on „Żółte Kalendarze”. Był to ich pierwszy w życiu koncert przed żywą publiką, wspominam o nim nie dlatego, że podobały mi się ich tylko dwa kawałki, lecz po to, że jak odnajdą siebie i doszlifują warsztat (a niewiele im brakuje) to za jakiś czas będziemy o nich słyszeć i zapewne wyrazimy wielką chęć aby uczestniczyć w ich kolejnych koncertach.

Nie minęła godzina i już wchodziły Kulki na scenę. Zaczęła się magia. Tak dokładnie magia. To co na płycie brzmiało w pewnych momentach jednowymiarowo nabrało nowego znaczenia i brzmienia. Widząc ich kunszt i chęć człowiek zaczynał kołysać się do każdej melodii, śpiewać oraz upajać się każdym słowem i dźwiękiem. Słowa wpadają szybko, szybko je się przyswaja i nuci jeszcze długo po… w dodatku miejsce koncertu także bardzo osobliwe i pasujące klimatem i do zespołu i do świetnie bawiącej się publiki, mało kto nie zna „Kolegi Tata” czy „Całuj się”.
Powyższy film ukazuje tylko fragment ich możliwości, potrafią więcej.

Multiintrumentaliści z zakręconymi tekstami, zabawa słowem to chleb powszedni, a robią to doskonale. Koncerty Kulek jak i ich płytę mogę polecić każdemu spragnionemu normalności w muzyce człowiekowi. Słowa nie opiszą tego zdarzenia, lecz może zachęcą choć trochę do zapoznania się z twórczością.

Tak i po takim wydarzeniu powinniśmy się cieszyć, że są jeszcze takie zespoły na rynku muzycznym, które nie dały się zmanierować szoł biznesowi… dzięki wam Kawałek Kulki, że jesteście. Grajcie tak zawsze.

Fotografia zespołu pochodzi z oficjalnej strony i objęta jest prawami autorskimi – edytowana na potrzeby wizualne Niecodziennika Niekulturalnego.

Podziel się:

Piotr Siwiński

Nieprzyzwoicie uprzejmy aluzjonista, kąśliwy romantyk w rogowych okularach, który rzucił palenie, chory na twórstwo wszelakie - nie szczędzi sobie niczego. Nie zaczepiać, nie pytać, nie deptać dywanów i trawników.

3 komentarzy do “Kawałek Kulki (Poznań)”:

  1. Madzik pisze:

    Odnośnie Żółtych Kalendarzy: czeka ich dużo pracy, warsztat to nie wszystko – granie na weselach rządzi się nieco innymi prawami niż granie przed publicznością na koncertach :) Poza tym frontman miał parcie na szkło i to mi się bardzo nie podobało.
    Ale do sedna. Kawałek Kulki – jak dla mnie polskie odkrycie roku! Mega szacun, mega pozytyw. A piosenki, faktycznie skaczą po głowie dłuuugo ;)
    Aż mam ochote zacytować rozśpiewanego Budynia (którego w pewien sposób przypominał mi Błażej z KaQ :)) 3 chłopców (i w tym wypadku jeszcze dziewczyna) „Dzień po dniu jeździli z miasta do miasta i grali swoje proste naiwne piosenki w knajpach gdzie jest jazz, piwo wino, wódka, jazz, piwo, wino, wódka, jazz…”
    Ach, jakie to przyjemne
    Wasze zdrowie!

  2. Madzik2 pisze:

    Kupiliśmy tą mniejszą wersję za 15 ziko , zjaraliśmy całość plus po buchu dla typów którzy niewiadomo skąd się wzieli (lufka) Efekty wlazły dość szybko , typowa „rozkrętka” jak po MJ Ale co się działo po paru godzinach… (tak tak po paru godzinach , łącznie trzymało nas to coś parę ładnych bitych godzin) Ja jakoś trzymałem fason ale koleś który jarał ze mną totalnie odpadł , Zaczął fisiować jak po jakimś bardzo ostrym psycho. Skończyło się tym że gdzieś mi spierniczył i szukałem go przez pół godziny… Mnie „faza” chronicznie się „wyłączała” na parę minut przy czym uświadamiałem sobie jaką głupotę popełniłem jarając z tym idiotą. Do tego dochodziły ostre haluny , po zwykłym MJ czy nawet po mocnym hashu NIGDY nie miałem niczego co mogło by chociaż przypominać haluny (takie dosłowne) do teraz nie wiem czy ludzie których widziałem byli prawdziwi a najlepszy motyw był z tym kiedy widziałem tańczące świnie pod drzewami… ludzie masakra… , każda typiara którą spotkałem (a może nie spotkałem?) wydawała mi się zabójczo zajebista, nie wiem czy trefny towar bo wcześniej tego nie paliłem a od ludzi słyszałem że nie jest to wcale mocny specyfik , zresztą co może wydać się dziwne o wiele szybciej odpadam przy substancjach „ziołowych” niż chemicznych ale faza była NAPRAWDE konkretna a na drugi dzień banan od ucha do ucha plus ta „lekkość” mógłbym to nazwać „odwrotnością kaca po alko” Polecam szczególnie ze względu na cenę… jak dla mnie stosunek cena/jakość jest celująca. Jednak trza troche jednak uważać na ten specyfik czego przykładem jest ten mój ziomek.

Machnij komentarzem.