Kategorie: muzykaTagi: , , , , , , bezpośrednik

Divines – muzyka dla freaków prosto z… Polski

Divines – muzyka dla freaków prosto z… Polski

No dobra, na naszym rynku są artyści, przez których przestałem słuchać radia. Dodatkowo znudzony tym wszystkim co teraz się produkuje i pokazuje na popularnych kanałach tv muzycznych nie przemawia do mnie wcale, a szkoda, bo wspominam jak konsumowałem treść przez wiele godzin ślęcząc przed ekranem i wsłuchując się w doskonałości tych dźwięków. Chyba nigdy nie skończę krytykować rodzimego rynku, na którym nie ma zbyt dużo miejsca dla fajnie utalentowanych ludzi, którzy mieliby siłę przebicia. Z jednej strony też dobrze, gdyż zapewne wiele zespołów które przybliżaliśmy na NN by się już dawno zepsuło, a tak grają ciągle świetnie.

Pewien dzień, pewien mail, pewno polecenie, by posłuchać. Puściłem, stwierdziłem, że trochę szalony zespół z zagranicy, wrodzona ciekawość jednak wyprowadziła mnie natychmiast z błędu. Gdyż artyści, o których za chwilę przeczytacie, nazywają się Divines i pochodzą z … Mazowsza.

Duecik, producent Piotr Uaziuk i wokalistka Lulu de Varsovie, we własnej osobie, osiągnęli na samym początku swojej kariery coś niebywałego, a mianowicie zyskali popularność w świecie dzięki serwisowi torrentowemu Pirate Bay. Wierzę, że to właśnie zachęciło ich do wydania kolejnych produkcji, stworzenia kolejnych teledysków i próbowaniu nasycenia nas swoimi dziełami. I tak oto niedawno pojawiła się EPeczka Minor Crimes, trzy kawalasy od których, przez ostatnie dwa dni, ciężko mi się odkleić.

Divines - Minor Crimes

Minor Crimes to EP

I już na dzień dobry fani electropopu są w domu, surowe syntezatory porywają a z nim wokal. Ale solo na klawiszach w We’ve never said goodbye powala na łopaty, a z resztą posłuchajcie sami:

Jest na prawdę dobrze, a sam wstęp już zwiastuje coś dobrego. I tak jest dalej, nawet lekko mi przeszkadzające rapowanie, które momentami wydaje się trochę na siłę nie psuje całości, ale też nie podsyca. Jest to dobry moment by odetchnąć trochę, by znowu złapać wiatr w żagle przy kolejnych liniach melodycznych. Idąc do Wojny (War) robi się coraz lepiej, rapowanie nie przeszkadza, gdyż pewnie dlatego, że przewodzi, a dynamika po spokojniejszym wstępie jaki dał pierwszy kawałek już tylko robi się coraz bardziej agresywniejsza, co dodaje pieprzu do całości  i aż się powtórzę, muzyka to koszerny Electropop i jakby wyszły kiedyś wersje instrumentalne to ja poproszę. Narasta i Warsaw, what you’ve done to me, który widzieliście na teledysku we wstępie tego wpisu jest wisienką na torcie i aż głupio, że wszystko kończy się na trzecim utworze i nie ma nic dalej.

Poproszę pełnoprawny album. Wyciśnijcie soki…

…bo czuję niedosyt – to właśnie pozostaje po konsumpcji Minor Crimes – niedosyt, gdyż chciałoby się więcej. Dzięki Bogu, jak się pogrzebie, to można jeszcze dokopać się do pierwszego albumiku z czterema dodatkowymi utworami, a mianowicie do The Decisive Moment, i zatopić w nim smutki po świeżo zakończonym odsłuchu.

Muzyka dla freaków, spójrzcie na teledyski. Rewelacja. Ponoć zespół słynie z niskobudżetowych teledysków, ale takimi się nie wydają, bądź jest to tylko ironia. Warto podpatrzeć kanał video, gdyż są tam perełki w klimatach freak disco.

Divines, poproszę z 10kg…

I album, gdyż dzięki takim zespołom odzyskuje się wiarę w rodzimy rynek i cieszy się nim. To co robią, robią dobrze i widać, że z dystansem do siebie, co pewnie im pomaga. Umią i wykorzystują swoje talenty, a mają ich od groma. Chcę o nich czytać, chcę ich słyszeć i oglądać. Rzadko zdarza się taki zestaw z koszernym electropopem, czym ucieszyli mnie niezmiernie. A pewnie to wszystko przez to, że głoszą swoją miłość do Rogera Watersa i Eda Wooda.

Panie i panowie, oto Divines i nie raz o nich przeczytacie na naszych łamach. No i standardowo kilka linków:

Divines - fot. Adam Curse

Podziel się:

Piotr Siwiński

Nieprzyzwoicie uprzejmy aluzjonista, kąśliwy romantyk w rogowych okularach, który rzucił palenie, chory na twórstwo wszelakie - nie szczędzi sobie niczego. Nie zaczepiać, nie pytać, nie deptać dywanów i trawników.

3 komentarzy do “Divines – muzyka dla freaków prosto z… Polski”:

  1. złotosrebrny pisze:

    święta prawda, w końcu coś nowego na tym beznadziejnie nudnym rynku! i jeszcze ten Waters! bardzo mi się podoba, czekam na więcej! ;)

  2. zupafan pisze:

    Zupa Zupa ZUPAAAAAAAAAAAAAAAAAAA

  3. fotochillout pisze:

    Zgadzam się, że weszliśmy w świat snobizmu i globalizmu. Dlatego cieszę się, że mogłem posłuchać coś alternatywnego. Coś co wpłynie na moje horyzonty.

Machnij komentarzem.